164 Views

Komentarz: utwór jest poświęcony pamięci pradziadka autora, który miał na imię Naftul, mieszkał na zachodniej Białorusi, śpiewał w synagodze i zginął w obozie systemu Gułag.

On wahał się, milcząc, a oni krzyczeli:
„Naftule, zaśpiewaj dla nas!”
Znów wieże, dozorcy, obozowe cele –
Nie wyszło mu uciec ten raz.
Od śmierci, gdy ciągle ci depcze po piętach,
Nie zmógł jeszcze wykpić się żaden człek.
A tu tak żałośnie błagają – czy śpiew to
Jest jakiś ratunek czy lek?

A co z twoim głosem, Naftule, i z tobą,
Dlaczego zabrakło ci słów?
Twój śpiew w synagodze – jak świetnie byłoby
Nam poczuć tę magię tu znów!
To lśnienie satyny i czar świętych pieśni,
Ten płonących świeczek pachnący dym…
Dlaczego by teraz nam, w roku trzydziestym
Dziewiątym, nie wspomnieć o tym?

On podniósł się, blady jak śmierć i zaśpiewał,
Mu trzęsły się ręce, lecz głos mu nie drżał.
Zaśpiewał, i dźwięk ten cudowny rozbrzmiewał
Tak, jak jeszcze nigdy nie brzmiał.
On stał tam i śpiewał, i głos jego leciał
W powietrzu przez krzyki, przez gwar i szum.
On widział swe dzieci i dzieci swych dzieci,
On widział je, patrząc przez tłum.

On śpiewał i widział, jak wprost, bez wahania,
Wydaje brat brata, jak nocą i dniem
Dozorcy prowadzą lud na rozstrzelanie…
On widział, jak prorok we śnie,
Co stanie się z jego narodem i biedną
Ojczyzną za te kilka strasznych lat,
Kto umrze na raka, a kto będzie zmieniał
Ojczysty dom na Nowy Świat.

On widział dalekie krainy, przez chwilę
Zobaczył gdzieś nawet i mnie…
Nie mógł im nie pomóc, tak głośno prosili,
Bo śpiew to ratunek – czyż nie?
Czerwienił się słońca północnego promień,
I czerniał obozowej wieży cień…
I byłą noc długa i ciemna, a po niej
Już nigdy nie zaczął się dzień.

Игорь Белый. Прадед

Ему кричали: «Ну спой, Нафтул!» —
А он лишь руками махал.
До соликамской тюрьмы дотянул
И из неё не сбежал.
Куда бежать, если всюду смерть
За ним шагает, косой грозя?
А здесь так жалобно просят спеть,
Будто без песен нельзя.

А где же твой голос, ответь, Нафтул,
И что ты делаешь здесь?
Как в синагоге ты ре тянул —
Город запомнит весь.
Горели свечи, блестел атлас,
И служка читал Агаду —
И славно вспомнить об этом сейчас,
В тридцать девятом году.

И встал Нафтул, и кашель пропал,
Борода — как смоль, а лицо — как мел.
И пел он так, как когда-то певал,
И как никогда не пел.
Он слышал гомон больших площадей,
И голос его не дрогнул, не стих.
Он видел дочек своих дочерей,
Сынов сыновей своих.

Он пел и видел, как брата брат
Предаст, не меняясь в лице,
И как карательный ждёт отряд
Учительницу на крыльце.
Грядущее крови своей и страны
Открылось ему наперёд —
И кто в Канаду сбежит от войны,
Кого саркома добьёт.

Он видел далёкие злые края,
Меня в толчее метро…
А рядом, дыхание затая,
Молчал соликамский острог.
Так жалобно просят — как не помочь!
Без песен нельзя? Да брось!..
И билась ночь, и курилась ночь,
А утро не началось.

Редакционные материалы

album-art

Стихи и музыка